|
Nie ważne jak złe rzeczy się przytrafią, moje serce i umysł poniosą moje ciało ponad przeszkodami i słabością.
niedziela, 15 maja 2011
15 Maja - Ognisko nad Wartą
Niedziela, i jak zwykle problem z czasem, a raczej jego zagospodarowaniem. Mógłbym spędzić cały dzień przed komputerem, albo czytając książkę. Jednak jak bodziec zadziałało wejście na stronę Bogdana Jaśkiewicza. http://survival.strefa.pl/ Długo się nie zastanawiając zabrałem krzesiwko, nóż i poszedłem w krzaki. Wybrałem się niezbyt daleko, może ze dwa kilometry wzdłuż Warty. Postanowiłem upiec sobie ziemniaka, przygotowac zupkę i wrócić do domu, żadne ekstremum, ale lepsze to niż leżenie. Najciekawszym momentem tego wyjścia było bliskie spotkanie bobrem, a raczej parą bobrów, wielkich jak... oj dużych i owłosionych. Wpadłem im do nory gdy myłem puszkę w której miałem zagotować wodę na zupkę, nagle moja noga zaczęła się zapadać a podeszwa oparła się o coś miekkiego. Złapałem się na tym, że krzyknąłem jak dziewczyna, ale byłem w szoku! :) Chciałem później zrobić im zdjęcie, ale zanim wyciągnąłem telefon to już zdążyły odpłynąć. ![]() Pierwszy raz natrafiłem na miętę, jak się teraz okazuje miętę pieprzową (Menthae piperitae). Wypad pomimo małej objętości był bardzo przyjemny. Lepszy rydz niż nic.
piątek, 31 grudnia 2010
31 Grudnia: Ostatni trening w nowym roku!
![]() Dzisiejszy trening był całkiem zadowalający chociaż nie ukrywam, ze miałem zamiar sobie odpuścić (druga seria była najgorsza). Do teraz czuję mrowienie w palcach, ćwiczenie na śniegu bez rękawiczek, to bardzo głupi pomysł. :) Zmodyfikowane GPP#2 10x Burpees 20x Pajace 20x Pajace w przód 10x Burpees 20x Pajace 20x Mountain Climbers Brzuch/gorset: 3 Serie 5x Plank (w wariacji) 20x Skręty tułowia 15x Scyzoryk 10x Spięcia brzucha 12x Superman +Ćwiczenia przepony Teraz czas na odpoczynek i zabawę! Semper Fi!
czwartek, 30 grudnia 2010
30 Grudnia: Znowu trochę lenistwa
Ahhh, jak to ostatnio zwykle bywa, tabliczka czekolady została już zjedzona i jak na razie trening nie został wykonany. Właśnie wychodzę na miasto spotkać się ze znajomymi. Pewnie zostanę zmuszony do wypicia piwa, ale cóż. W założeniach do zrealizowania jest dzisiaj GPP i brzuch. Szybka notka z wczorajszego wyjścia na siłownię: (beznadziejnie wyposażoną w bieżnie i tego typu ustrojstwa) 1.Snatch - 22kg 5x5 2.Clean Press - 5x5 3a. Bench Press 4x6 3b. Plyo pushups 4a. Wyciskanie na suwnicy 4x6 4b. Krzesełko 4x 60s Brzuch: Flaga x5 Side bends x6 V-ups x10 Plank Niestety tylko po jednej serii bo siłownię już zamykali. Na koniec zostały wypite 2 piwa na zakwasy. ;) Nowe nutki ze strony Rossa zostały dodane do playlisty, mocne uderzenie! creed - what if drowning pool - tear away guns n roses - nightrain hed planet earth - renegade unloco - bruises 50 Cent - Ready for war (Mayweather vs. De La Hoya remix. extended version) Audioslave - Show Me How To Live 'Black' - Sevendust Blue Sky Black Death & Jean Grae - Ahead of the game feat. Blacastan Chasing Shadows - Amirah Chevelle- Forfeit (Lyrics) Cool Calm Pete Black Friday Video DiRTy WoRMz-Top Of The Food Chain Disturbed - Indestructible Eminem - Fight Music Instrumental Fusik - Fusik for The Bboys Gang Star - Militia Gang Starr - Battle [Instrumental] (Produced by DJ Premier) Gang Starr- Battle with Lyrics hexstatic-ninja tune I Got Mine - The Black Keys KoRn Adidas Instrumental Korn Got The Life [Instrumental] Mr-Wiggles-The Spaniard Scars On Broadway - They Say Sevendust - Enemy Trouble by Skindred (with lyrics) US Airborne Cadence (Rock Steady) USA Nike Basketball Anthem - Just Blaze
wtorek, 28 grudnia 2010
Trening domowy: 28 Grudnia 2010
3 tygodnie bez regularnych treningów daje się we znaki. Zarastam tłuszczem i czuję się z tym paskudnie, na szczęście wracam do Gerlev gdzie znowu dam sobie solidny wycisk. (Bardzo mnie to cieszy! ^^ ) Piękna zimowa aura, czas idealny na bieganie. 5km całkiem dobrym tempie, pod górke i z górki w śniegu po kostki a czasami i głębiej, uwielbiam to!
Cinek wystawił mnie i nie poszliśmy na siłownię, więc zrobiłem domowy trening wg, Crossfitowego eBooka. 10 rund złożonych z:30 sec. stanie na rękach i 30 sec. 'krzesełka'60 + 40 pompek 60 + 40 brzuszków60 + 40 przysiadów Trzeba ściągnąć metronom!
wtorek, 17 sierpnia 2010
Do wyjazdu czas się szykować!
Wielkimi krokami zbliża się upragniony wyjazd do akademii sportowej w duńskim Gerlev. (Gerlev Idrætshøjskole). Szykuje się czteromiesięczna przygoda życia? Kto wie. Wszystkie osoby które wyjechały na to stypendium nazywają je najdłuższymi koloniami w ich życiu i miło wspominają ten wyjazd. Najbardziej rajcuje mnie to, że będę miał okazję porozmawiać po angielsku i poznać wiele różnych sportów. Do wyboru było kilka tematów. Wybrałem 'ADVENTURE' bo łączy się to z moimi zainteresowaniami i umożliwi mi łażenie po duńskich krzajach. Oprócz tego paintball, kajaki, rowery, wspinaczka, budowanie tratwy, sruvival i wiele innych... No właśnie, rower. Rower z komunii leży popsuty od kilku dobrych lat w piwnicy i nie nadaje się do niczego. Szrot totalny. Upolowałem prawie nowego Kross'a Level A4 za świetną cenę 920zł na Allegro. Boże pobłogosław ten serwis! Podobnie rolki (których się boję, bo nigdy na nich nie jeździłem i pewnie zginę na pierwszej górce), dorwałem okazję za 220zł (Fila coś tam Pro). Nowe w Decathlonie kosztują niecałe 400zł a upolowane mają tylko małą ryskę na przedzie buta.
Jazda na nim jest o wiele przyjemniejsza niż na 'czołgach' z marketów. Przedwczoraj przejechałem chyba najdłuższy w moim życiu dystans 40km, po lesie, nogi trochę odczuły ale będzie coraz lepiej. Czarno-biały Kross z profilu:
I jeszcze kilka fotek samego Gerlev:
piątek, 15 stycznia 2010
Sylwestrowe szaleństwo w Sudetach Wschodnich
No i nowy rok nadszedł! Właściwie już 15 dni temu z wielkim hukiem i atrakcjami. Mam nadzieję, że powiedzenie, jak w sylwestra tak przez cały rok się sprawdzi, bo muszę przyznać, że było naprawdę niesamowicie! Tegorocznego sylwestra planowałem o dziwo już 2 miesiące wcześniej, co jest niesamowitym wydarzeniem, ponieważ zazwyczaj wpadałem gdzieś na ostatnią chwilę, czasem z czystego przypadku. Część zaproszenia prezentowała się następująco: MIEJSCE; W sieci krążyło tylko jedno zdjęcie tej chatki i praktycznie jechaliśmy tam w ciemno, tylko jedna osoba wiedziała (mniej, więcej) gdzie owa chatka się znajduje. : ) Pomijając już podróż integrującą, która suma sumarum była umiarkowanie spokojna, ale niepozbawiona dużej dawki śmiechu. Około godziny 15:00 byliśmy już w Międzygórzu po półgodzinnej przejażdżce wysłużonym autobusem, który wiele już widział, a pewnie jeszcze dużo zobaczy. Jesteśmy na miejscu startu, cel – Schronisko koło Śnieżnika.
Jako, że w zimę dni są krótsze, a ludzie i zwierzęta cierpią wielce z tego powodu permanentnym bólem głowy i rozdrażnieniem, to oczywiście nie mogło zabraknąć przygód z tym związanym. Idąc w ciemnych górach przeoczyliśmy oznaczenie czerwonego szlaku i zrobiliśmy ok 40min drogi idąc nie w tym kierunku, jednak Beniu i Twardy idąc jako „skauci” poradzili sobie z jego odnalezieniem. Trasa nie była marzeniem dla piechura z ciężkim plecakiem wypełnionym głównie pasztetem i alkoholami różnych rodzajów i kolorów, śnieg, który był dzień wcześniej mokry zdążył zamarznąć i pod górę wchodziliśmy praktycznie jak pod szklance, do tego sączące się strumyczki skutecznie doprowadzały świeżą dawkę szklistej powłoki. Finalnie dotarliśmy około godziny 21. Otwieramy drzwi i nagle zaskoczenie. W chatce były już dwie osoby. Krótkie przywitanie i udajemy się na górę w celu rozłożenia rzeczy i obadania terenu. Nocna imprezka trwała w najlepsze do 2. Pierwsza noc była zdecydowanie najzimniejsza z całego wyjazdu, zapewne za sprawą niedziałającego jeszcze wtedy pieca. Dzień II zaczął się od uszczelniania, przepychania i czyszczenia komina oraz rąbania drewna, aby kolejną noc przeżyć w bardziej komfortowych warunkach. Całą zabawę piłowania drzewa piłą moja-twoja, przerwały nam głosy rozbawionych ludzi zmierzających w naszą stronę i znowu zdziwienie. „Ludzie? Tutaj?” (Są chyba lepsze miejsce na spędzanie sylwestra niż dziurawa górska chatka ;) ). Przybysze okazali się żeglarzami z Wrocławia i po krótkiej rozmowie poczęstowali nas przepyszną herbatą z rumem (albo na odwrót), dla dodania nam wigoru, jak to powiedzieli. Ekipa liczyła 8 osób czyli razem na chwilę obecną w chatce znajdowało się 18 osób.
Trzeba dodać, że wtorkowy poranek był najpiękniejszy z wszystkich. Cudowna widoczność, błękitne niebo i delikatne chmury unoszące się poniżej. Idąc do strumienia promienie słońca prześwitywały przez ośnieżone iglaste drzewa, że sprawiały wrażenie nierealnych, albo co najmniej mocno podrasowanych w Photoshopie.
Dzień III: Wyprawa na Śnieżnik po to aby zjechać z niego na jabłuszkach, albo „dupolotach” jak wolała mówić poznańska część towarzystwa. Trochę mokro, trochę zimno, ale zabawa przednia, pomimo kilku siniaków. Polecam serdecznie. Następuje rotacja w chatce, żeglarze idą dalej, przychodzi 10 osobowa ekipa z pobliskiego Kletna. Kilkoro z nich okazało się być muzykami i wprowadzili bardzo sielską atmosferę do tego wielogwiazdkowego hotelu. (gwiazdy można było zobaczyć przez prześwity w dachu).
Sylwester: Zaczął się właściwie kilka godzin po przebudzeniu. I trwał w najlepsze do 4 rano. Szkoda się rozpisywać jak to dokładnie wyglądało, bo można to sobie wyobrazić. Świetnie wyglądała przyniesiona przez kolegę Brzoskwinię czerwona flara która była substytutem fajerwerków.
W międzyczasie konkurs picia wody ze strumyka i zjazd z najbardziej stromej górki na jabłuszku, o il to drugie szczególnie okazało się kontuzjogenne, to woda miała wlaściwości lecznicze i to chyba jej powinienem dziękować za to, że nie miałem kaca, bo woda ognista lała się szybciej niż ten górski strumyk. Dzień VI: Powrót. Gdy już każdy doszedł do siebie po sylwestrowej nocy, która przedłużyła się także na cały piątek czas wracać do domu. Sprzątanie i lecimy! Zejście poszło nam o wiele sprawniej i byliśmy na dole dużo przed odjazdem autobusu, więc pozwoliliśmy sobie na odrobinę cywilizacji i zamówiliśmy pizzę. Musiała być naprawdę bardzo słaba, bo nawet po tylu dniach jedzenia pasztetu z keczupem smakowała przeciętnie. Powrót był ciężki, zwłaszcza dla pasażerów którzy dzielili z nami przedział w pociągu, dobrze że w zabawie czas szybciej płynie, bo 110 minut opóźnienia z Leszna do Poznania to był koszmar. Herbata z cukrem, która robi się krócej niż półgodziny to było to czego potrzebowałem w tamtej chwili. Było cudownie... „Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej. „Ryszard Kapuściński
niedziela, 13 września 2009
Letnia sesja wciąż trwa!
Zapuściłem bloga i to wcześniej niż to wygląda statystycznie. Wg. danych początkujący blogerzy kończą na 5 publikacji. To się tak nie może skończyć, szkoda miejsca w internecie na martwe strony. Muszę wziąć się za siebię, w każdej płaszczyźnie tego słowa. W kolejności następującej: ) Studia ) Kondycja ) Hobby Koniec krótkiego wywodu. Czas na nutę i inspirację tygodnia.
czwartek, 03 września 2009
Podróż Północ-Południe
Muszę przyznać, że złoty napój ma nie tylko właściwości lecznicze i pomaga przy zwalczaniu zakwaszenia organizmu, ale także na jasność umysłu (oczywiście w umiarze). ![]() Godzina 22:22 Rozmawiajac o planach na podróż na następne wakacje zaświtał mi pomysł zorganizowania wycieczki rowerowej przez całą Polskę z północy na południe do najdalszych krańców naszego państewka. Jest to spory dystans (879km.) zwłaszcza, że rowerem jeździłem typowo rekreacyjnie. Zdaje sobie sprawę, że taki wypad to cała masa spraw organizacyjnych do załatwienia, tymbardziej, że chcielibyśmy znaleźć sponsorów którzy by nam tę podróż umożliwili. Oczywiście podróże sponsorowane w 100% można między bajki włożyć, jednak każda pomoc byłaby przydatna. Chociażby dętki od sklepu rowerowego. =) Sprawa druga to wytrzymałość. Trenuję prawie codziennie, ale to nie ta sama płaszczyzna, mięśnie pracujące w czasie biegu zupełnie inaczej działają w trakcie jazdy na rowerze, musiałbym więc zmienić trening pod tym kątem. O ilę myślę, że dałbym radę, to mój przyjaciel mógłby mieć problemy. =) Kiedyś był z niego dobry sprinter, ale górę wzięła pizza i piwo i teraz jego jedyny trening to marszobiegi z kanapy do kuchni, ale może wizja tej wycieczki coś w nim zmieni. Niedawno mówił, że chce powrócić do treningów, a więc kto wie... Zainteresowanych tematem szukania sponsorów odsyłam do ciekawego poradnika: http://www.eioba.pl/a1218/turystyka_rowerowa_jak_znalezc_sponsora Jeżeli macie jakieś doświadczenia związane z tą formą podróży proszę o porady. Pozdrawiam Ł.
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Isometrics
![]() Zapomina się o treningach z przed wielu lat i odkryciach tych, którzy ćwiczyli dawniej i płynie się z prądem tego co jest teraz. Na pakerni ćwiczy się biceps i klatkę piersiową, najczęściej w poniedziałki czyli tzw. "zestaw wakacyjny", nie zapominając o ilości powtórzeń. Oczywiście 4x8-10 bo to na masę. A masa to klasa, pamiętajcie! Uczyłem się na anatomii o rodzajach skurczu, izometrycznym i izotonicznym. O ćwiczeniach izotonicznych słyszał każdy i każdy je stosuje, natomiast te drugie są pomijane. Na uczelni nie dowiedziałem się niczego o nich w każdym bądź razie. Myślę, że warto zapoznać się z tym rodzajem ćwiczeń i wiedzieć trochę o ludziach, którzy ten trening stosowali. Ważną postacią jest urodzony Polsce Alexander Zass znany także jako: The Amazing Samson (1888-1962) Jak już pisałem urodził się w Polsce, ale wczesne lata spędził w Rosji a następnie po roku 1924 żył w Wielkiej Brytanii. Podnosił belkę ważącą 500 funtów (226 kg.) używając zębów, nosił małe konie na plecach, łapał w ręce kobietę wystrzeliwaną z armaty i pozwalał uderzać się zawodowym bokserom w brzuch. Jednak jego popisowymi numerami było zginanie stalowych prętów i rozrywanie łańcuchów. Jak wielu innych strongmenów tamtego okresu,początkowo wstąpił do cyrku gdzie zaczął rozwijać swoją siłę podglądając wyczyny cyrkowych siłaczy. Na początku trenował sam wspinając się na drzewa, biegając i używając zrobionych domowym sposobem hantli i ciężarków. Później trenował pod okiem profesjonalnych rosyjskich siłaczy takich jak Krelov, Anokhin i Demetrioff. Anokhin uczył swoim systemem George'a Lurich'a który zstał się sławny jako światowej klasy strongman i wrestler. ![]() Zass był lubił innowacje i zaczął zginać gałęzie aby zwiększyć siłę nadgarstków. Prawdopodobnie to był początek jego wiary w izometrię i "maksymalne napięcie" (koncepcja, której używają Rosjanie w soich treningach w dzisiejszych czasach) dla generowania siły. Podczas wojny został jeńcem wojennym, trenował używając ćwiczeń izometrycznych polegających na ciągnięciu za kraty i łańcuchy. Ten epizod i wiedza którą zdobył, stała się podstawą jego kursu korospendencyjnego cechując izometrię jako formę ciągnięcia i pchania nieruchomych przedmiotów. Zass prowadził pełne i ekscytujące życie na wielu frontach. Oprócz bycia uzależnionym ćwiczeń był również treserem zwierząt. Zass zmarł w Hockley, Essex w roku 1962. Jego książka do pobrania w wersji pdf. (Prawa autorskie już dawno wygasły) LINKI:
niedziela, 30 sierpnia 2009
Witaj Świecie!
Właściwie... Trudno mi jest przełamać się do pisania na blogu, z tej racji, że moje nastawienie do nich było bardziej negatywne niż przychylne, ale cóż, ludzie się zmieniają i ich poglądy też. Mogę powiedzieć, że jest on dla mnie pewną formą próby wytrwałości czy dam radę redagować go w miarę systematycznie i sumiennie. Zobaczymy jak będzie. :-)
Skąd w ogóle wziął się u mnie pomysł z pisaniem bloga?
Zdałem sobie sprawę, że nie wykorzystuję życia w pełni marnotrawiąc minuty, godziny, każdego dnia na rzeczy które nie wpływają w żaden sposób na kształtowanie mojej osoby, zarówno pod względem motorycznym jak i intelektualnym. Nie jestem typem kanapowca, preferuję aktywny wypoczynek wyznając zasadę "w zdrowym ciele, zdrowy duch", lecz to wciąż za mało.
Powodem tego całego rozmyślania jest zachowanie ludzi w których otoczeniu przebywam. Zaobserwowałem ogromną ilość opisów na komunikatorach w stylu: "nuda", "nie ma co robić", "BoReD" itp. Ci sami osobnicy w przerwach między nudą a nudą chleją. Nie mam nic przeciwko imprezom, bardzo lubię się wybawić, ale litości, ile można pić?! Natomiast na propozycję pójścia na kajak, albo pogrania w kosza najczęściej słyszy się "nie chce mi się" i wraca do nudy.
"Kiedyś było inaczej", wydawało mi się to bzdurą w wieku 15 lat kiedy usłyszałem to od ojca. Komputery gościły już w domu prawie każdego znajomego i naprawdę dopiero teraz dostrzegłem ile się pozmieniało. Niechęć do ruchu, brak jakichkolwiek pomysłów na spędzanie wolnego czasu, brak kreatywności młodych ludzi, widzę to na studiach i aż boję się pomyśleć jakie będą późniejsze pokolenia. Pobiegłem pewnego dnia na stadion, żeby zrobić sobie poranny trening biegowy. W tym samym czasie na boisku była grupa kolonijna, pomijając już nadwagę większości dzieciaków tam będących, to co zwróciło moją uwagę to grupka chłopaków o kolorze skóry Monitor Tan którzy kopali piłkę. Każde zagranie komentowali "za krótko kółko trzymałeś", "graj trójkątem w uliczkę". Chyba troszkę za dużo czasu przed konsolą...
Dlatego mam zamiar nie zmarnować swojego życia na ciągłym jęczeniu, piciu piwa i wycisnąć z niego ile się da, a ten Blog ma mi w tym pomóc. :-) Cieszę się, że za miesiąc będę znowu na studiach, gdzie znajduje się garstka ludzi którzy wychodzą z inicjatywą i wiedzą czego chcą w życiu.
Dla ciekawych, nazwa bloga to inne określenie adrenaliny. :) A teraz coś na motywację: Fort Minor - Remember the Name
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Aktywnie
|